Moi Kochani wszystkie informacje na moj temat na mojej stronie

http://mariabucardi.pl.tl

Historia mojego życia 

Fragment mojej książki MAGIA nowa edycja – http://magiczny-swiat.es24.pl/opis/664020/biala-i-czarna-magia-rytualy-zaklecia-magiczne-nowa-edycja-kompletnie-zmieniona-i-rozszerzona.html

Podobno najtrudniej pisać o sobie, tym trudniej że te kilka zdań, czyli historia mojego życia, ma ukazać w kilku słowach, kim jestem, co robiłam, co robię, moje sukcesy i porażki a jednocześnie nie może być zbyt długa by Cię nie zanudzać.

W mojej pracy magicznej, pisarskiej i malarskiej a także często na co dzień używam pseudonimu Maria Bucardi. Jestem Polką, która od wielu lat mieszkam na stałe za granicą. Urodziłam się w polskich Beskidach, w Bielsku-Białej, 1 września 1976 roku. Ten dzień urodzenia wyznaczył pewne cechy mojego charakteru i moje materialne miejsce w Kosmosie.

Pierwsze lata życia spędziłam u moich dziadków na bezkresnej wolności i nieograniczonym kontakcie z naturą!

W tym czasie obudziła się we mnie pasja obserwacji roślin i zwierząt. I właśnie wtedy ujawniły się po raz pierwszy moje zdolności komunikacji energetycznej z materią i innymi wymiarami.

W wielu listach, które otrzymuję, pojawiają się pytania o te moje pierwsze doświadczenia a było ich tak wiele, że trudno ująć to wszystko razem bez wytłumaczenia danych zjawisk. Spróbuję jednak przedstawić kilka przykładów, może pomogą one, poprzez wywołanie wspomnień z Twojego własnego dzieciństwa, w odkryciu Twoich własnych zdolności i tzw. talentów ukrytych. Rozwój większość z tych właśnie właściwości z pewnością został stłumiony przez Twoją rodzinę czy szkołę, tak jak i w moim przypadku, ale wystarczy sobie przypomnieć by odkryć je na nowo i rozwijać na potrzeby własne lub innych ludzi czy stworzeń. Osobiście należę do tzw. dzieci indygo i te właściwości są po prostu dla takich osób normalne. W tym miejscu radzę sięgnąć do mojego artykułu na temat dzieci indygo i dzieci kryształowych, zawartego na końcu książki w którym przedstawiam więcej szczegółów.

Niektóre z moich cech, które ujawniły się najwcześniej to:

  • komunikacja energetyczna ze zwierzetami i roślinami, rozumienie ich potrzeb, odczuć, stanów psychicznych i fizycznych

  • komunikacja z mieszkańcami innych wymiarów np. elfy, smoki, krasnoludy

  • odczuwanie energii pozytywnych i negatywnych miejsc

  • spotkania i widzenie duchów lasu, czyli istot z tych i innych wymiarów, które zamieszkują drzewa, łąki, zagajniki.

  • Odczuwanie właściwości leczniczych roślin i energii roślin trujących

  • wędrówki w inne wymiary

Moi rodzice nie chcieli widzieć w moim zachowaniu nadprzyrodzonych właściwości – chcieli mieć normalne dziecko, które podobnie jak rówieśnicy będzie spędzało czas na zabawach z innymi. To naturalne odczucie każdej mamy i taty z tego pokolenia, gdy nie mówiło się tak otwarcie jak dziś o pewnych sprawach. Niestety nie byłam normalnym dzieckiem i przysparzałam moim rodzicom, dziadkom i rodzinie więcej kłopotów niż przyjemności. Najbardziej fascynowały mnie głębokie studnie zamieszkałe przez istoty reptoidalne oraz mieszkańców królestwa żywiołu wody, przez co w najgorszych koszmarach sennych mojej rodziny stale gościły wizje mojego utonięcia, które w życiu codziennym zaowocowały zabiciem gwoźdźmi i zamknięciem na kłódki każdej studni w sąsiedztwie. Wpojono mi wówczas mnóstwo „prawd”, które zaowocowały długoletnim strachem przed wodą i utonięciem. Ten maleńki przykład pokazuje co dzieje się z naszymi talentami, gdy napotkają na niezrozumienie. Wówczas wpaja się dziecku różne historie, które mają za zadanie wywołanie strachu i taki strach pozostaje na dnie naszej świadomości przez długie lata, blokując nasze wnętrze i nasz rozwój.

Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć jeszcze jeden ciekawy przykład; moi dziadkowie i rodzice uprawiali mak, ale nie po to by tworzyć z niego narkotyki, tylko po to by korzystać z nasion do pieczenia ciast. W czasach, gdy byłam dzieckiem ten świat był bardziej normalny i bardziej naturalny (rośliny bez powszechnego manipulowania genetycznego i niczym nieograniczonych chemicznych oprysków). Na wsi każdy miał w ogródku mak a niektóre osoby nawet konopie i nikt nie widział w tych świętych roślinach „diabelskich” mocy! Jedzenie dojrzałych nasion maku zawsze było moją słabością, po prostu do dziś kocham ten smak. Moi rodzice często przepędzali mnie z makowego pola śmiejąc się, że „od maku się głupieje”, ale nikt właściwie nie miał czasu na to by mnie kontrolować czy i ile maku zjadłam, czy zjadłam jakieś trujące grzyby czy jagody, czy jem orzechy laskowe dojrzałe czy niedojrzałe i przez to miałam pełną i bezcenną wolność by poznać działanie każdej rośliny.

W dzisiejszych czasach niektóre mamy są po prostu chorobliwie nadopiekuńcze i z własnej woli niedokształcone, zabraniają dziecku jedzenia owoców lasu bo może taki owoc jest szkodliwy a z drugiej strony szpikują dziecko lekarstwami z apteki w ogóle nie czytając skutków ubocznych. Która droga jest lepsza każdy z nas powinien sam zdecydować, szkoda jednak, gdy dzieci są ograniczane w kontaktach ze zwierzętami i naturą a z drugiej strony ślęczenie przed komputerem i granie w ogłupiające i spłycające nasze zmysły gry komputerowe jest wręcz mile widziane, gdyż rodzice mają po prostu dziecko na oku i święty spokój … a gdzie jest sumienie …. a gdzie jest Miłość?

Najpiękniejszy prezent jaki możemy podarować naszym dzieciom a także nam samym to magiczne miejsce na łonie natury. Można zacząć od ogródka kwiatowego na balkonie i kwiatów i roślin w mieszkaniu, można wynająć ogródek działkowy, kawałek łąki od rolnika i stworzyć samodzielnie lub wspólnie z naszą ukochaną osobą i z naszymi dziećmi nasz święty i magiczny ogród.

Ze względu moje częste podróże i zmiany miejsca zamieszkania taki ogród magiczny musiałam tworzyć już kilkanaście razy, ale za każdym razem z pasją i miłością. Wiele roślinek przyjmuje się po prostu z gałązki a inne można kupić lub zebrać w formie nasion i obserwować jak kiełkują i rosną. Jest tyle roślin leczniczych, które można posadzić w doniczkach czy w ogródku, wspólnie z partnerem i dziećmi, czytać o ich właściwościach, uczyć się i pasjonować. W tej prawie chwili każdy z nas ma jeszcze internet w formie nieograniczonej, można zbierać informacje, tworzyć zielniki i korzystać z magicznych mocy herbatek, okadzania mieszkania i przede wszystkim spędzać czas wspólnie w miejscu w którym każdy z nas znajdzie coś dla siebie.

W tym miejscu pragnę z całego serca podziękować za listy w których otrzymuję zdjęcia takich właśnie balkonowych czy łąkowych ogródków, które zostały stworzone po przeczytaniu moich artykułów i które dla wielu osób stały się miejscem wyciszenia, spełnienia, tankowania energii i źródłem zdrowia, gdyż uprawiane czyste energetycznie zioła zastąpiły gotowe, negatywnie napromieniowane tabletki czy kupione w supermarkecie pachnące chemią sałaty.

Wróćmy jednak do historii mojego życia. W wieku 11 lat napisałam moja pierwszą powieść, która była tak szokującym odzwierciedleniem ludzkich charakterów, że wywołała w naszej rodzinie istną burzę. W kolejnych latach napisałam ponad 40 wierszy i 17 powieści i opowiadań. Od 11 roku życia czas spędzałam na wędrówkach po lesie, na czytaniu i pisaniu. W wieku 12 lat byłam w stanie w całości zacytować sztukę Szekspira „Hamlet”, a inne klasyczne powieści i sztuki były mi doskonale znane. Wiele z tych lektur było ucieczką od codzienności i pogłębianiem doświadczeń magicznych o tzw.wędrówki do innych wymiarów. Niestety w szkole nie szło mi najlepiej. Nie miałam ochoty na przyswajanie obcego mi materiału i na marnowanie cennego czasu na rzeczy, które mnie nie interesowały. Pierwszy raz w szkole średniej poczułam nacisk obowiązku i skończyłam maturę z najlepszym wynikiem, ale tylko po to by otworzyć sobie drogę do dalszego kształcenia. Liceum wybrane przez moich rodziców było dla mnie istną katorgą, gdyż nie pozwolono mi kształcić zdolności plastycznych a za to musiałam poświęcić się znienawidzonym cyfrom i wyliczeniom. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Te cztery lata nauczyły mnie systematyczności, dążenia do celu za wszelką cenę, przełamały wiele barier, pozwoliły rozwinąć ciekawe przyjaźnie . Dopiero studia na Uniwersytecie Śląskim dały mi poczucie zadowolenia. Studiowałam historię ze specjalizacją na epokę średniowiecza. Dodatkowo malowałam obrazy, chodziłam na psychologię jako wolny słuchacz i pracowałam zawodowo by nie być ciężarem dla moich rodziców. Wynikiem tego okresu jest moja książka pt. „Rozbójnictwo rycerskie w XV wieku w Księstwie Oświęcimskim i Zatorskim, na przykładzie rodu Skrzyńskich”. Z całego serca pragnęłam kontynuować badania naukowe i pozostać na uczelni pod kierunkiem prof. dr hab. Antoniego Barciaka. Niestety a może na szczęście moje losy potoczyły się inaczej, przez co bardzo rozczarowałam mojego promotora.

Okres studiów był wydawałoby się całkiem zwyczajny, ale nie dla mnie. Należę do osób chorobliwie ambitnych, które poświęcają zbyt wiele by osiągnąć dany cel czy zrealizować to czy inne marzenie. Przez to starałam się nie zawieść mojego promotora a jednocześnie umożliwić realizację innych moich marzeń – podróży, co zaowocowało ogromnym stresem połączenia nauki, pracy, podróży w jedno. Udało mi się dużym kosztem dokonać tego cudu 🙂 Do 2000 roku odwiedziłam: Słowację, Czechy, Niemcy, Austrię, Chorwację, Słowenię, Bośnię i Hercegowinę, Norwegię, Szwecję, Danię, Wyspy Kanaryjskie, Hiszpanię, Włochy. W trakcie moich podroży poznałam wielu bardzo interesujących ludzi i odwiedziłam wiele magicznych i fascynujących miejsc. Przeżyłam niesamowite sytuacje, np. moja podroż do Chorwacji miała miejsce w czasie wojny z Serbią i nauczyła mnie pełnej samokontroli, wytrzymałości, życia i przetrwania w skrajnych warunkach.

Wynikiem tych kilku lat była moja decyzja ukończenia drugiego kierunku studiów: dziennikarstwa a następnie rozpoczęcia pracy dla gazet i czasopism zagranicznych. Przez 2 lata pracowałam dla gazet w Australii, Niemczech, Szwajcarii, Filadelfii i Kalifornii. To niesamowite doświadczenie pchnęło mnie w dalsze podróże. Przez kolejne lata odwiedziłam Australię, Nową Zelandię, Peru, Chile, Brazylię, Chiny, Indie, Tajlandię i oczywiście Himalaje (Nepal). W trakcie jednej z moich podróży do Azji spędziłam 7 dni w jednym z tamtejszych klasztorów i zostałam uświadomiona, że posiadam nadprzyrodzone właściwości, których NIE WOLNO mi zaprzepaścić. To przypadkowe odkrycie było wyrocznią dla kolejnych lat. Tym bardziej, że po pewnym czasie został zamordowany w Iraku mój wujek redaktor Milewicz, co całkowicie zraziło mnie do dziennikarstwa i pchnęło mnie w innym kierunku.

Nastąpiły ciężkie lata poszukiwania mistrza, nauki i pogłębiania własnych umiejętności w zakresie:

– Feng Shui – wykorzystania sił energetycznych otoczenia,

– Czytania aury i pól energetycznych ludzi, zwierząt, roślin,

– Tarota – przepowiadania przyszłości, rozwiązywania problemów,

– Wahadełka – odczytywanie sił podświadomości,

– Snów – odczytywanie znaczenia i wskazówek,

– Siły myśli i podświadomości,

– Magii kolorów i ich wpływu na nasze życie,

– Ziołolecznictwa,

– Telepatii,

– 7 zmysłu u zwierząt,

– Białej i czarnej magii – wykorzystania mocy sił nadprzyrodzonych,

– Mineralogii – wpływu minerałów na życie człowieka …

  • Innych dziedzin pośrednio lub bezpośrednio związanych z magią.

Czas nauki nie zawsze był tylko różowy, ale nie wszystko jest przecież złotem, co się świeci. Każdy nawet bolesny proces jest niezbędny by doświadczać a przez to iść dalej i rozwijać się. Najważniejsza jest nasza Wolna Wola i realizowanie naszych celów bez świadomego krzywdzenia innych ludzi, zwierząt czy istot. Z tego okresu pochodzą moje życiowe sentencje, które tak często przytaczam m.in. :

Nie słuchaj złych doradców, którzy mówią nie sięgaj do gwiazd.

Każdego dnia można zacząć wszystko od początku.

Jeśli czegoś naprawdę chcesz to idź w tym kierunku i nie martw się na zapas.

Jeśli cokolwiek wyślesz to to wróci do Ciebie siedmiokrotnie, jeśli wyślesz dobro to wrśóżci do Ciebie dobro, jeśli wyślesz zło to wróci do Ciebie zło i uderzy w tą czy inną dziedzinę Twojego życia.

Miłość jest Prawem i Podstawą.

To, co jest dobre dla innych nie musi być dobre dla Ciebie.

Okres nauki nigdy się nie skończył, gdyż uczymy się każdego dnia. Każdego dnia nasza świadomość jest inna, idziemy dalej. To, co wczoraj było dla nas dobre to już dziś może być nieaktualne, szkoda czasu i energii by za wszelką cenę trzymać się starych wzorców, które dziś już nie są aktualne.

Dokładnie pamiętam te czasy wiele wiele lat temu, gdy mój dzień zaczynałam od obfitego mięsnego śniadania w postaci kiełbasy, sera, kukurydzy z puszki i innych toksyn. Czas w którym malowałam się kosmetykami syntetycznymi, testowanymi na zwierzętach, żułam gumy do żucia z aspartamem a każdy sygnał mojego ciała od razu dusiłam tabletką paracetamolu czy Apapu. Czasy w których w żaden sposób nie mogłam zrozumieć wegetarian, kobiet bez makijażu, ekologów.

Ile czasu musiało minąć by stare przekonania zostały wymazane na zawsze i ich miejsce zastąpiły nowe, świeże i oparte na Miłości do mnie samej (szacunek dla własnego ciała), Miłości do innych istot (weganizm, niejedzenie i niestosowanie rzeczy pochodzących od zwierząt lub opartych na ich cierpieniu), Miłości do innych ludzi (zrozumienia ich motywacji), Miłości do naszej Matki Ziemi (odrzucenie trucizn w każdej postaci i kultywowanie starych gatunków roślin nie zmienionych genetycznie).

W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że każdy z nas sam podejmuje decyzje i w moim życiu staram się być tylko przykładem, nie zmuszam nikogo do takich czy innych działań. Pewne decyzje wymagają czasu, zroumienia a pewne rezygnacji z różnych pokus.

W odpowiedzi jednak na wiele listów o to co jem, jak żyję tutaj kilka faktów, które mogą być impulsem, wskazówką lub nową drogą także dla Ciebie. Wszystkie moje przekonania są moimi przekonaniami i co dobre dla mnie, nie musi być dobre dla Ciebie i odwrotnie może jesteś o wiele dalej niż ja, jeżli tak to prześlij dla mnie fakty z Twojego życia może będą wskazówką dla mnie. Każdy z nas idzie inną drogą, ale możemy się wiele od siebie nauczyć.

Kilka wybranych faktów z mojego aktualnego życia, poprzedzonego wieloma doświadczeniami, które pomogły mi odczuć to o czym pisze na własnej skórze.

Mój dom bez chemii

To taki pierwszy fakt z mojego życia, że nie używam żadnych środków chemicznych do prania czy sprzątania. Do prania używam Sapindus mukorossi – orzechów drzewa mydlanegoNie akceptuję toksyczności środków chemicznych, które niszczą nasze zdrowie, są testowane na zwierzątach i zamieniają naszą Matkę Ziemię w pustynię (patrz zanieczyszczenia powietrza, wody i inne).

Mój ogród bez chemii

Nie stosuję żadnych środków chemicznych w uprawie roślin, stosuje EM, sfermentowane pokrzywy oraz naturalne zapory np. dla ślimaków np. takie rozmieszczenie roślin w których jedne chronią inne. Stosujemy także kompost – ze względu na ilości zjadanych warzyw i owoców 🙂 Nie wypalamy żadnych gałęzi czy trawy!!! Wszystkie odpadki ogrodowe tworzą miejsca dla jeży, myszy i innych pożytecznych lub mniej stworzeń, to ich dom.

Pielęgnacja ciała

Do mycia skóry w tym także twarzy stosuję Sapindus mukorossi – orzechy drzewa mydlanego a do mycia włosów Reetha, Shikakai, Amla  (razem zmieszane 1:1). Do farbowania nie używam żadnych farb chemicznych tylko naturalne farby roślinne np. henna.

Ktoś może zapytać co to wszystko ma wspólnego z magią, a ma tak dużo. Nasze włosy to nasze anteny tak, jak skóra głowy (patrz czapeczki mnichów) przez włosy i skórę kontaktujemy się z innymi wymiarami a szampony czyinnachemia (silikon, inne dodatki) wchodzą do naszego ciała, niszczą nasze zdrowie i blokują nasze czakry energetyczne.

Makijaż

Jak można zauważyć na filmach często stosuję makijaż, gdyż po prostu lubię to zajęcie. Stosuję głównie kosmetyki naturalne a jeśli jakieś kupione to tylko nietestowane na zwierzątach i z gwarancja 100% vegan, czyli bez dodatków zwierzęcych i bez szkodliwych dodatków chemicznych. Można znaleźć potrzebne informacje także w internecie.

Ubrania

Staram się korzystać tylko z tkanin naturalnych (nie stosuję skóry!) i najlepiej niefarbowanych. Tutaj jednak nadal poszukuję. Tkaniny zawierają wiele szkodliwych substancji, które przez kontakt ze skórą wyniszczają nasze zdrowie, nasze energie, przez co wiele magicznych właściwości może ulec zablokowaniu.

Jedzenie

Jestem weganką, razem z partnerem (partner jest mniej radykalnym weganinem i raz na kilka miesięcy je coś z owoców morza) jemy tylko surowe warzywa, owoce, orzechy, zioła. W większości z naszego własnego magicznego ogrodu. W czasie podróży zbieramy zioła i stosujemy głodówki by nie jeść chemicznych warzyw z supermarketu. Więcej o tym znajdziesz w mojej książce „Magiczna kuchnia”.

Woda

Woda jest dla mnie osobiście najważniejsza, gdyż pije jej mnóstwo w postaci surowej. Stosuję tylko wodę z górskiego źródła po która muszę niestety dość daleko podróżować i wędrować, ale nie przeszkadza mi to by korzystać tylko z niej. Woda utrzymuje swoja świeżość do 6 tyg. W czasie podróży zawsze szukam źródeł z wodą. Woda z supermarketu stoi miesiącami w świetle w plastikowej butelce i jest szkodliwa. Woda ze studni głębinowych – warto ja najpierw przebadać na obecność związków chemicznych. Można także stosować filtry osmozowe.

Telewizja i co

Nie mamy telewizji, nie słuchamy radia. Czasami mój partner korzysta z internetu czytając wiadomości, które mnie osobiście nie interesują. Dla mnie internet służy do kontaktu z osobami, które potrzebują mojej pomocy i w wyszukiwaniu ciekawych informacji. Czasami tworzy to zabawne sytuacje z osobami znanymi z telewizji, które korzystają z mojej pomocy i dziwią się, że nie chcę autografu czy po prostu nie wiem kim są przy pierwszym kontakcie :-).

Telefonów komórkowych oboje z partnerem nie mamy. Mamy skype, który rzadko stosujemy głównie do kontaktu z rodziną w trakcie podróży. Komputer – oboje mamy i stosujemy, gdyż np. piszę na nim książki czy listy dla osób, które potrzebują mojej wskazówki czy pomocy.

Tabletki i lekarze

Po raz ostatni byłam u lekarza na badaniu w związku z przyjęciem do pracy w 1996 r. Potem kilka razy w trakcie studiów by otrzymać zwolnienie z pracy w czasie egzaminów do czego się przyznaje 🙂 oraz w trakcie robienia prawa jazdy kategorii C, które było mi konieczne do prowadzenia samochodu kempingowego. Moja noga nigdy już więcej nie stanie w gabinecie lekarskim, gdyż wiem, że lekarz leczy tylko symptomy i skutki a NIE leczy przyczyny choroby. Znam to z wieloletniej praktyki, gdy np. zgłasza się do mnie pani skarżąc się na te lub inne dolegliwości, pytam, jakie leki stosuje i aż włos jeży się na głowie, że lekarz leczy kogoś na alergie lub tarczycę a osoba w rzeczywistości jest chora na wątrobę! Opisane dolegliwości od razu powinny wywołać podejrzenia i skierowanie na badania wątrobowe a tutaj wręcz przeciwnie, skierowania się nie otrzymuje, ale za to leki, które jeszcze bardziej niszczą wątrobę!!! Tutaj radzę każdej osobie by zerknąć na działania uboczne przepisanych leków, by poszukać chociażby w internecie co dany lek zawiera, poczytać o dolegliwościach które mamy i zrobić badania na własną rękę a potem zastosować zwykłe i naprawdę skuteczne zioła.

Mój partner ostat raz u lekarza był 16 lat temu i również się tam nie wybiera. Lekarstw aptecznych nie zażywamy żadnych, stosujemy Tylko zioła zebrane w naszym ogrodzie lub na łonie natury.

I takie małe przesłanie na koniec, Mój Drogi Czytelniku jeśli cokolwiek Ci dolega to zanim sięgniesz po tabletkę zerknij na ulotkę, sprawdź działania uboczne danych składników w internecie i potem poszukaj ziół, które pomogą. Najczęściej cierpimy na różne bóle i chcemy je złagodzić zanim znajdziemy ich przyczynę, warto wówczas zrobić silną herbatkę z kory wierzby a ból minie. Można dodać do niej świeży korzeń imbiru i naturalny miód pszczeli.

Wyposażenie domu

Z urządzeń elektronicznych używamy tylko pralkę i kuchnię do robienia herbat, inne rzeczy jemy na surowo. Zmywamy ręcznie by nie marnować prądu (do wytworzenia prądu używamy energii solarnej i wiatrowej) i wody, kiedyś stosowaliśmy zmywarkę ale zamiast chemii do zmywania używaliśmy orzechów drzewa mydlanego oraz EM Efektywnych Mikroorganizmów. Sprzęty i meble, jak wiadomo zawierają mnóstwo szkodliwych substancji, stosujemy farby w miarę naturalne oraz antyczne drewniane meble. Do ogrzewania stosujemy kominek i drewno naturalne by nie truć innych osób na Ziemi. Przerażeniem napawają mnie podróże w strony rodzinne i obserwacja czym ludzie palą w piecu i co wychodzi z ich komina. Miejmy nadzieję, że krok po kroku osoby obudzą się ze snu i przestaną palić śmieci, których substancje szkodliwe muszą wdychać sąsiedzi i dzieci własne lub sąsiadów.

W zdrowym ciele mieszka zdrowy duch. Jeśli coś nas boli to sygnał, że w tej części materialnego ciała dzieje się coś niedobrego. Gdy odczuwamy ból trudno myśleć o czymś innym czy też działać magicznie, to jest oczywiście możliwe, ale trudniejsze. Dlatego tak ważne jest dbanie o to nasze materialne ciało, które jest nam potrzebne w tej inkarnacji by zrealizować duchowe cele.

Na tym kończę opowieść o mnie by przejść do właściwej treści tej książki.

Życzę miłej lektury i serdecznie Cię zapraszam na pasjonującą wędrówkę w świat magii

Twoja Maria Bucardiwiecej w ksiazce MAGIA – http://magiczny-swiat.es24.pl/opis/664020/biala-i-czarna-magia-rytualy-zaklecia-magiczne-nowa-edycja-kompletnie-zmieniona-i-rozszerzona.html

Moje książki

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s